6 kadencja, 30 posiedzenie, 2 dzień (03-12-2008)
9 punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Finansów Publicznych o rządowym projekcie ustawy budżetowej na rok 2009 (druki nr 1001 i 1298).
Poseł Marek Borowski:
Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Sytuacja, z którą mamy do czynienia na rynkach międzynarodowych, sytuacja kryzysu, skłania oczywiście do poczucia odpowiedzialności i do tego, aby o tych sprawach dyskutować bez demagogii, nie wysuwając nadmiernych żądań. Z całą pewnością Socjaldemokracja Polska i Demokratyczne Koło Poselskie, które dzisiaj reprezentuję, w taki sposób do tej kwestii podchodzą. Nie znaczy to rzecz jasna, iż trzeba zgadzać się ze wszystkim, co proponuje rząd, i powściągnąć swoją krytykę, jak powiedział pan premier Waldemar Pawlak, znaleźć swoje miejsce w szeregu. Chciałbym powiedzieć, że opozycja zna miejsce w szeregu i wymaga ono, żeby opozycja była odpowiedzialna, ale też krytyczna. Z pewną nieśmiałością, panie premierze, ale jednak parę słów krytyki pan i rząd usłyszycie.
Jeśli chodzi o sam budżet, to w zasadzie nie bardzo byłoby o czym mówić, bo wszystko, co w sprawie budżetu było do powiedzenia, zostało powiedziane w pierwszym czytaniu. Na dobrą sprawę projekt po pracach komisji, który dzisiaj mamy przed sobą, niewiele różni się od tego, który został przedstawiony Wysokiej Izbie kilka tygodni temu. Mogę tylko powtórzyć, że kwestie, które były wtedy podnoszone przez SDPL i Demokratyczne Koło Poselskie, pozostają całkowicie aktualne. Nie chodzi tutaj o szczegóły, ale o generalną linię, którą ten rząd stosuje.
Nasze zastrzeżenia były i nadal są następujące. Po pierwsze, nierealnie wysokie planowane dochody z podatków, z prywatyzacji. Przypomnę: 2 mld w tym roku, 12 mld w przyszłym. Nie wiem, w jaki sposób ma to być osiągnięte, i przez te kilka tygodnie nie dowiedziałem się. Po drugie, nierealnie wysokie wykorzystanie środków z Unii Europejskiej: wzrost z 15 mld w tym roku do 34 mld w przyszłym roku. Wiem, że są takie zapowiedzi, różne pomysły, ale to wszystko jest w sferze bardzo ogólnej. Doprawdy musiałby się wydarzyć jakiś cud, żeby w ciągu jednego roku dokonać takiego skoku. W dalszym ciągu uważamy, że hasło budowy gospodarki i społeczeństwa opartych na wiedzy jest sloganem. Nie ma w tym względzie ani sensownego, całościowego programu, ani pieniędzy na realizację tego celu.
Owszem, jedyny promyk to wzrost nakładów na naukę. To prawda, że jest on spory, tyle że można zapytać, dlaczego w projekcie budżetu zadaniowego na kolejny rok wzrost jest już tylko 3-procentowy, tak samo na następny rok. Oznacza to, że pozostaniemy na poziomie 0,45% PKB na naukę. W ogóle nie ma o czym mówić. Jeśli chodzi o edukację i szkolnictwo wyższe - mówię o wydatkach rzeczowych - jest to wzrost w granicach 3-4%. O jakim priorytecie w ogóle mówimy? Zamiast rzeczywiście potrzebnego programu: komputer na każdej ławce szkolnej, powtarzam: na każdej ławce szkolnej, co oznacza wprowadzenie programów komputerowych do nauki każdego przedmiotu - Polska produkuje takie programy, eksportuje je, jest liderem europejskim, tylko nie u siebie - po korytarzach kancelarii premiera cały czas błąka się kosztowny i nieskuteczny projekt: laptop dla gimnazjalisty.
(Poseł Krzysztof Putra: Szewc bez butów chodzi.)
Dowiedziałem się, że obcięto środki na ten projekt. Może i dobrze, bo jest to projekt bardzo niedobry. Zachęcam do tego, żeby przyjąć w tym względzie bardzo ofensywną politykę i zupełnie inny projekt.
Podobnie jest z dostępem do szerokopasmowego Internetu. Gdzie jest ten program, o którym premier mówił w swoim exposé? Gdzie jest wydźwignięcie Polski z przedostatniego miejsca w Europie? Jesteśmy na przedostatnim miejscu w Europie, jeśli chodzi o dostęp do szerokopasmowego Internetu. Nie ma takiego programu, nie ma na to pieniędzy. Mało tego, pan minister Rostowski przyniósł poprawkę, w której odbiera jeszcze parę złotych z tego programu. Nie budujemy konsekwentnie żadnej gospodarki opartej na wiedzy - to jest nasz podstawowy zarzut.
Drugi zarzut dotyczy tego, że zamiast działać na rzecz budowy kapitału społecznego, solidarności społecznej, albo nie podejmuje się decyzji, które likwidują podziały i różnice, albo podejmuje się decyzje, które je zwiększają. Obniżka podatku PIT dla najwięcej zarabiających zwiększa te podziały. Przypomnę, że stosunek 10% najwyżej zarabiających Polaków do 10% najniżej zarabiających Polaków, obliczony przez OECD i niedawno podany do wiadomości publicznej, wynosi 13,5:1. Ten wskaźnik się lekko zmniejszył po wejściu do Unii Europejskiej, ale teraz znowu będzie się zwiększał.
Nie wyrównano także ulg podatkowych. Dzisiaj z ulg podatkowych na dzieci korzystają wyłącznie rodziny średnio zamożne i zamożne. W przypadku rodzin biednych, w tym rodzin rolniczych - dziwię się, że PSL tego nie podnosi, poddał się już kompletnie - ta sprawa nie jest regulowana. Przecież to zwiększa dysproporcje między bogatszymi i biedniejszymi.
Wczoraj pan premier Tusk przyjął projekt ustawy o niedyskryminowaniu niepełnosprawnych, bardzo dobry projekt.
(Poseł Krzysztof Putra: A dzisiaj zabiera.)
Na pewno będziemy go popierać, tylko że jednocześnie zmniejszono kwoty przeznaczone na pomoc dla niepełnosprawnych, i to o 700 mln. Panowie - mówię w tej chwili do koalicji rządzącej - czy wiecie, co się w ogóle dzieje w tej kuchni, czy nie?
Wreszcie chciałbym powiedzieć, że wydatki socjalne to jedyna grupa wydatków, która ma ujemny wskaźnik wzrostu w tym budżecie. Owszem, fundusz rezerwy solidarności trochę poprawi sytuację, ale w dalszym ciągu to nie jest to, o co chodzi.
To tyle, proszę państwa, co do budżetu, który został przedstawiony, który jest w dalszym ciągu aktualny. Nazywam go budżetem w wersji soft, to znaczy mamy 4,8% wzrostu PKB i jest w ogóle przyjemnie. Teraz parę słów o wersji hard, czyli o tym, co nam tutaj przedstawiono po poprawkach. Muszę powiedzieć, że te poprawki i cała atmosfera wokół nich serdecznie mnie rozbawiły. Proszę państwa, najpierw pan premier Tusk mówi do związkowców, co usłyszeliśmy z taśmy, że kryzys jest znacznie bardziej rozległy, znacznie bardziej dotkliwy, niż nam się zdawało. Ma rację, dobrze mówi. I w związku z tym trzeba się temu skutecznie przeciwstawić, ale niestety nas to dotknie. Jest konsensus ekonomistów i konsensus analityków co do tego, że wzrost gospodarczy w przyszłym roku będzie mniej więcej między 2 a 3%, tymczasem ze strony pana ministra mamy obniżkę o 1 punkt procentowy do 3,7% i jakieś tam lekkie cięcie wydatków 1,7. Dobrze więc, pan minister jest optymistą, ja lubię optymistów, cenię optymistów, sam jestem optymistą i nie znoszę malkontentów, którzy wszystko zaczerniają i wszystkim straszą, zgoda. Mam tylko proste pytanie: Jeżeli cała sprawa sprowadza się do 1,7 mld zł, to po co to w ogóle robić? Przecież to jest w granicach błędu statystycznego, to jest pół procenta wydatków, czyli albo dokonujmy w tej chwili realnej modyfikacji budżetu, nastawiajmy całe społeczeństwo na to, ale wtedy odbywajmy poważną debatę na temat tego, gdzie obciąć, albo tego nie róbmy w ogóle. Natomiast nie róbmy wrażenia...
(Poseł Krystyna Skowrońska: Pan wierzy w tę poważną debatę ze strony opozycji?)
...że oto dokonujemy rzeczywiście jakiegoś dostosowania do warunków.
Pani poseł mówi, że nie wierzy w poważną debatę. Jeżeli pani poseł nie wierz w poważną debatę, to pani poseł powinna, być może, zrezygnować w ogóle z posłowania, dlatego że my nie mamy innego wyjścia...
(Poseł Krystyna Skowrońska: Nie wierzę w poważną debatę.)
...niż to, żeby zawsze starać się o poważną debatę. Ja w każdym razie, pani poseł, taką poważną debatę gwarantuję ze swej strony.
Idźmy dalej. Dlaczego zatem pan minister wystąpił z propozycją 1,7, a nie z jakąś inną i dlaczego w ogóle wystąpił? Wystąpił w ogóle dlatego, że był naciskany. A dlaczego tylko z propozycją 1,7, a nie 5-6 mld zł, jak należałoby to uczynić? Czy państwo wyobrażają sobie debatę na posiedzeniu Rady Ministrów, gdyby pan minister finansów wystąpił z propozycją cięć w wysokości 5 mld? Ja sobie tego nie wyobrażam. Już te 1,7 spowodowało małe trzęsienie ziemi. Już pan premier Pawlak przecież przed chwilą odciął się od tego. Faktycznie się odciął, tak, powiedział: pan premier przyjął centralistyczny model działania z panem ministrem finansów, uwierzmy mu, dajmy mu działać, a nasza chata z kraja. Pan poseł Łopata w zasadzie to powtórzył, w gruncie rzeczy. W związku z tym prawdziwy powód był taki, że mamy tylko 1,7 i wokół tego całą dyskusję. Tak na marginesie, te cięcia, które składają się na 1,7, to w znacznej części odebranie tych zwiększeń, których dokonała komisja, zbierając pieniądze ze świętych krów, a więc np. na Bielsat komisja dała pieniądze, a pan minister finansów odbiera.
Chcę przy okazji jako przewodniczący Komisji Łączności z Polakami za Granicą stanowczo zaprotestować przeciwko temu. To są 4 mln zł i szukanie tam oszczędności jest po prostu rozłożeniem tej instytucji.
(Poseł Krystyna Skowrońska: Nieprawda, myśmy dodali.)
I tyle, jeśli chodzi o budżet.
Jeśli chodzi o gwarancje kredytowe, o pakiet stabilizacyjny, to generalnie zmierza to w dobrym kierunku; aczkolwiek to, jakie będzie jego oddziaływanie, można dzisiaj wróżyć z fusów. Mam też nadzieję, że jeszcze na ten temat będziemy mówić. Trzeba sobie wyjaśnić, w jaki sposób chcemy zwiększyć wykorzystanie środków unijnych, bo na razie nie wiadomo, czy ulga inwestycyjna nie powinna być jednak rozszerzona na wszystkie firmy przez krótki czas, przez 2-3 lata, wreszcie czy Bank Gospodarstwa Krajowego będzie w stanie przerobić te 20 mld kredytu i co trzeba zrobić, żeby go do tego przygotować, i czy nie dałoby się jednak w jakiś sposób wejść na rynek kredytów mieszkaniowych, dlatego że ta sprawa została w ogóle pominięta w tym pakiecie ratunkowym.
Generalnie rząd podejmuje działania obliczone na zwiększenie podaży kredytu dla przedsiębiorstw, ale co zrobić, aby nie osłabł popyt konsumpcyjny? Podaż będzie, pytanie: Co z popytem? Otóż jeśli chodzi o działania na rzecz popytu, to są one niezwykle skromne, praktycznie tylko VAT. Jeżeli chodzi o obniżkę podatku PIT, to akurat obniżka najwyższej skali najmniej na to działa. Trzeba powiedzieć, że ludzie, którzy mają wysokie zarobki, jeśli dostają dodatkowe pieniądze, to albo wydają je na dobra luksusowe, często importowane, albo oszczędzają, a dzisiaj problemem nie jest problem oszczędności, dzisiaj problemem jest problem popytu konsumpcyjnego.
Tak więc jeśli chodzi o ssanie, to te propozycje są wyjątkowo mizerne. Rozumiem, że nie można było zwiększać deficytu, i tu się zgadzam, że zwiększanie deficytu byłoby w tym przypadku bardzo ryzykowne, chociaż nie zgadzam się z panem ministrem, że np. zwiększenie deficytu o miliard czy dwa miliardy spowodowałoby obniżenie ratingów przez organizacje ratingowe wobec Polski. Nie spierajmy się jednak, niechże ten deficyt tam zostanie, próbujmy uzyskać te środki inaczej. (Dzwonek) Natomiast - panie marszałku, już się zbliżam do końca - faktem jest, że te działania obliczone na ssanie są bardzo skromne, bardzo mizerne. I teraz z całą ostrością widać, jak wiele szkód wyrządziła decyzja pana ministra Rostkowskiego i całego rządu, ale także wcześniej rządu Prawa i Sprawiedliwości, która spowodowała obniżkę składki rentowej i która spowodowała również obniżkę najwyższej stawki PIT. Nie robi się takich rzeczy w okresach szczytowej koniunktury, nie obniża się danin w takim momencie. Obniża się wtedy, kiedy jest właśnie potrzeba zwiększenia popytu. Gdyby tego wtedy nie dokonano, dzisiaj byłoby 30 mld i te 30 mld mogłoby pójść albo na radykalne zmniejszenie deficytu i odbudowanie kompletne wiarygodności polskiej, albo rzeczywiście na pewne programy, które ożywiałyby koniunkturę. Pan minister Rostkowski dzisiaj broni tego, ale chyba ma wyrzuty sumienia, bo już przywołał jako winnego Prawo i Sprawiedliwość, i to dwukrotnie. To nie był już tyko sukces rządu, to już był wspólny sukces.
