42. posiedzenie Sejmu w dniu 22 maja 2009 r.
Informacja ministra finansów w sprawie sytuacji Polski na tle światowego kryzysu gospodarczego
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Kiedy kilka miesięcy temu przedstawiciele centrolewicy, m.in. prof. Rosati i ja, odwiedziliśmy pana premiera i ministra finansów pana Rostowskiego w ramach konsultacji dotyczących działań antykryzysowych, przedłożyliśmy pakiet propozycji, a także pewną generalną propozycję, która polegała na tym, żeby rząd z opozycją się porozumiewał w tej sprawie. I liczyliśmy na to, że nastąpią dalsze kroki. Otóż muszę powiedzieć, że nie nastąpiły.
Ja mogę się zgodzić z tym poglądem, który prezentuje i premier, i pan minister finansów, że nie wszystko trzeba robić natychmiast, nie wszystko trzeba robić zaraz, czasami trzeba poczekać, czasami trzeba zobaczyć, jak rozwija się sytuacja, i decyzje podjąć we właściwym czasie. Tylko jeżeli to tak ma być, to my wszyscy musimy być przekonani, że jest dobra wola rządu w tej sprawie. I liczyłem na to, że będzie coś w rodzaju, już wyświechtane to może słowa, „okrągłego stołu” z opozycją, nie tak liczną w końcu, gdzie rząd przedstawi konkretnie propozycje postępowania. Nie mówię w tej chwili o działaniach antykryzysowych, tylko mówię o tym, co, kiedy, jakie dane – kiedy będzie chciał podejmować decyzje, uzgodnimy to i przestaniemy się o to spierać. Nic takiego nie nastąpiło. Przeciwnie, wszystko wskazywało na to, że rząd ucieka od tej debaty, a ucieka przede wszystkim dlatego, że są wybory europejskie i nie jest wygodnie mówić o tym, że trzeba będzie silnie nowelizować budżet, ciąć wydatki być może, przed wyborami europejskimi. Dlatego ja nie mam pretensji do prezydenta, chociaż oczywiście zdaję sobie sprawę, że jego działanie ma również charakter wyborczy, ale nie mam pretensji, że tę debatę w końcu wywołał – bez względu na to, jak brzmiały jego propozycje konkretne, które moim zdaniem są co najmniej dyskusyjne.
Ale pytania, które zadał, są słuszne.
I wysłuchaliśmy wszyscy odpowiedzi pana premiera i pana ministra finansów. Wysoka Izbo, pan premier wygłosił bardzo dobre przemówienie, naprawdę retorycznie znakomite, zresztą jak zwykle, i zaproponował nam po prostu wiarę. Uwierzcie, uwierzcie – nadzieję i wiarę. Tak, zgadzam się z tym.
Ja jestem urodzonym optymistą, wierzę w to, że będzie lepiej, prędzej czy później, ale wołałbym, żeby było to prędzej niż później. I kiedy wysłuchałem wystąpienia pana premiera, to muszę powiedzieć, że już ze śpiewem na ustach chciałem wyjść, ale zatrzymałem się i wysłuchałem wystąpienia pana ministra.
No i śpiew już zamarł mi na ustach. Niestety, powiem szczerze, jak się wyciśnie to, co powiedział pan minister finansów, to nic nie zostaje – nic albo prawie nic.
Otóż, po pierwsze, pan minister z grzechu starał się zrobić cnotę. Powtórzę, choć była już o tym mowa. Zaczęło się od tego, że przyjęto zły budżet. Proszę państwa, spory, które się tutaj toczą między Platformą Obywatelską a PiS, to są spory – przepraszam, że użyję tego porównania, proszę mnie źle nie zrozumieć – dwóch bliźniaków, którzy generalnie myślą mniej więcej tak samo, ale się kłócą dla zasady. Opracowanie budżetu przez PiS, wcześniejsze podjęcie decyzji dotyczących obniżki składki rentowej – w sumie chodziło o 22 mld zł – to były działania bez sensu w sytuacji, kiedy rozgrzana gospodarka waliła do przodu w tempie prawie 7%. Nie robi się takich rzeczy.
Każdy ekonomista to powie. Podatki obniża się wtedy, kiedy odnotowuje się spadek popytu, kiedy tempo wzrostu jest wysokie, kiedy zmniejsza się deficyt budżetowy po to, żeby można go było zwiększyć wtedy, kiedy zaczyna się dekoniunktura. Takie są elementarne zasady.
Niestety, PiS tak nie zrobił, zrobił inaczej, a Platforma go w tym poparła. Platforma głosowała dokładnie tak samo, a nawet jeszcze na wyścigi dorzucała do pieca. Kiedy rząd pana premiera Tuska objął władzę, można jeszcze było cofnąć drugi etap obniżki składki rentowej. Chodziło o 12 mld zł. Doradzali to rządowi doradcy. Pan minister Rostowski tego nie zrobił. Na nim ciąży ta odpowiedzialność. Dzisiaj mówi nam, że przecież nie możemy się zadłużać, nie możemy zwiększać deficytu. Nie możemy. Zresztą, nie wiem, czy nie możemy i na ile nie możemy, na pewno tak jest nam trudniej. W każdym razie, gdyby nie tamta decyzja, sytuacja byłaby zupełnie inna.
Po drugie, w tym wystąpieniu było dużo demagogii. Naprawdę prosiłbym, także jako były minister finansów, abyśmy nie posługiwali się w naszej dyskusji demagogią aż w takim stopniu. Pan minister Rostowski jakby ex cathedra krytykuje inne kraje, które stosują pakiety stymulacyjne, które wypłacają pieniądze. Powiada: to jest zła polityka, my prowadzimy dobrą politykę. Przede wszystkim to jest aroganckie.
Chciałbym zapytać, czy pan minister na przykład przeprowadził dotyczącą tego analizę. Spadek tempa wzrostu w tamtych krajach wynosi 3–6%. Spadek wynosi poniżej zera. Zgoda. Ale jaki by był, gdyby nie zastosowano pakietów stymulacyjnych?
Czy ktoś zadał sobie takie pytanie? W czasach wielkiego kryzysu spadek dochodu potrafił wynosić 30%. Teraz nie odnotowujemy 30-procentowych spadków mimo potężnego kryzysu, może właśnie dlatego, że uruchomiono te pakiety. Tamte kraje oczywiście na to stać. A czy my nie korzystamy z tego, że oni uruchomili te pakiety? Niemców spotkała krytyka. Niemcy rozdają pieniądze. Ale za chwilę słyszymy, że dzięki temu, że Niemcy dopłacają obywatelom do kupna nowych samochodów, część Niemców kupuje samochody w Polsce. Korzystamy przecież na tym. Po prostu, można powiedzieć, jedziemy na gapę. Być może ten pomysł jest sprytny. Nie mówię, że nie jest. Tylko, na litość boską, nie krytykujmy tych Niemców.
Po trzecie, czy deficyt w końcu zostanie zwiększony, czy nie? Pan minister powiedział, że do lipca deficyt zmniejszy się nawet do 12 mld zł, a na koniec roku z powrotem zwiększy się do 18 mld zł. Niczego już nie rozumiem.
Jest na to tylko jeden sposób: ostre cięcie wydatków. Podatków nie wprowadza się przecież w ciągu roku. W związku z tym prosimy, by zostało to wreszcie powiedziane. Przecież tak nie można prowadzić finansów państwa i gospodarki. Obywatele mają prawo dowiedzieć się, jaka jest w tej kwestii koncepcja rządu. Tak więc robi się, niestety, niewiele. Z tych wszystkich działań, które wymienił pan minister, tak naprawdę tylko 2 pobudzają aktywność gospodarczą. Po pierwsze, chodzi o decyzję dotyczącą dofinansowania Banku Gospodarstwa Krajowego, który będzie poręczał kredyty. Po drugie – o ulgi dla drobnych przedsiębiorstw.
Otóż regulacje związane z tą pierwszą kwestią jeszcze nie weszły w życie, a od momentu, kiedy je zapowiedziano, minęło 6 miesięcy. A nawet kiedy wejdą w życie, niewiele z tego, proszę państwa, wyniknie, bo wymogi dla przedsiębiorstw nie ulegną zmianie. Natomiast ta druga kwestia dotyczy tylko nowych przedsiębiorstw, które powstały w tym lub zeszłym roku. Tak więc chodzi o mały procent całości. Nie będzie to miało większego znaczenia. Nie mam czasu, aby w tej chwili rozwodzić się nad innymi działaniami, co do których padły sugestie, i nie podejmuję się tego. Mało tego, chcę powiedzieć, iż prowadzi się gospodarkę rabunkową. Ostatnio dowiedziałem się, że w kopalni Bogdanka w woj. Lubelskim pan minister Grad, Skarb Państwa, działając jako walne zgromadzenie, z zysku wynoszącego 112 mln zł pobrał dywidendy w wysokości 88 mln zł, a ta kopalnia chce inwestować i tworzyć miejsca pracy.
Jeżeli tak będziemy postępowali, tak będziemy łatali dziurę budżetową, to powstanie spirala o sprzężeniu zwrotnym ujemnym.
Już ostatnie zdanie, panie marszałku.
Ściągamy pieniądze, ograniczamy inwestycje. Jest jeszcze mniej dochodów w budżecie, jeszcze większy deficyt i jeszcze bardziej tniemy, i tak bez końca. Finał jest następujący: rośnie bezrobocie i będzie rosło, tempo wzrostu spadło o 6 punktów, zwiększają się obszary biedy. Oczekujemy, że w tej sprawie pan premier i pan minister się wypowiedzą i przedstawią, co chcą z tym robić, jak chcą temu przeciwdziałać. Jak na razie, słyszymy tylko, że chyba samo się wypali.
Na zakończenie powiem, że stale słyszymy ze strony polityków Platformy, pana premiera, pana ministra itd., pretensje do PiS-u, zresztą słuszne. Wspomagaliśmy działania zmierzające do tego, żeby tamten rząd przestał rządzić, ale widzę, że łatwiej było obalić PiS niż zwalczyć kryzys.
