61. posiedzenie Sejmu w dniu 18 lutego 2010 r.
Obywatelski projekt ustawy o zmianie ustawy o ordynacji wyborczej do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, ustawy o ordynacji wyborczej do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw oraz ustawy o ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego, w związku z wprowadzeniem parytetu płci na listach kandydatów
Panie Marszałku! Szanowne Koleżanki z Kongresu Kobiet! Panie Posłanki i Panowie Posłowie!
Cieszę się, że wystąpił tutaj przede mną kolega, ponieważ muszę kontrargumentować. Zabieram głos w imieniu koła SDPL, partii SDPL, która absolutnie opowiada się za równością i na swoich listach wyborczych dotrzymuje parytetu. Nie sięga on 50%, ale sięga 30%, natomiast na listach do europarlamentu, akurat w moim mieście, w Łodzi, było 50 do 50.
Pragnę powiedzieć, że kolega... Dobrze, że projekt trafi do komisji i będzie poddany dyskusji, w trakcie, której - jestem, co do tego pewna - przekonamy kolegę, ponieważ przedstawiał argumenty, które dają się zbić. Przeczył pan przecież art. 32 konstytucji, który mówi o tym, że wszyscy są równi wobec prawa i nie powinni być dyskryminowani w żadnej sferze życia, jak również art. 33, który mówi wyraźnie o tym, że kobieta i mężczyzna w Polsce mają równe prawa w życiu politycznym, społecznym i gospodarczym. Pragnę zauważyć, że niewiele jest osób obecnych tutaj na sali - choć zapewne wśród posłów i senatorów parlamentu znajdą się takie osoby - które pamiętają czasy, kiedy uchwalaliśmy konstytucję. To jest nasz zapis, to jest nasz artykuł; dzięki temu właściwie może być ciąg dalszy.
Przedstawię argumenty przemawiające za parytetem, wszystkie plusy tego przedsięwzięcia. Lata naszej wielkiej walki, dyskusji to lata 90. i rok 2000. To, czego dokonał Kongres Kobiet Polskich, jest czymś niebywałym. Jest to zarazem uwieńczenie czegoś, o czym mówiliśmy przez długie lata, będąc w parlamencie. Kłaniam się tutaj moim koleżankom z Parlamentarnej Grupy Kobiet, które walczyły cały czas, przez kilkanaście lat, składając raz po raz projekty ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn. Przypomnę, że w 2005 r. ustawa spełniająca najwyższy standard europejski, poparta opiniami europejskimi, nie spotkała się niestety z aprobatą Izby. Patrzę dzisiaj na środek sali, ale to nie wy, panie z Platformy, siedzące dzisiaj i opowiadające się za parytetem w większości, lecz głosami kolegów i koleżanek tej formacji, poparta nawet głosami PSL-u, nawet głosami Samoobrony.
Wówczas, w 2005 r., to był wielki ewenement. Natomiast ustawa przepadła. Oby się tak nie stało. Dzisiaj jest to wprost nieprawdopodobne i niemożliwe.
Dlaczego jest to tak istotne i ważne, dlaczego kobiety? Nie chcę powielać argumentów, toteż powiem krótko: wiedza, doświadczenie, kompetencje, walory osobowościowe. Z badań Centrum Badania Opinii Publicznej wynika, że polityk nie jest dobrze postrzegany, polityk w 80% płci innej niestety. Dlaczego uważa się, że polityk załatwia swoje interesy osobiste, dlaczego nie utożsamia się go z interesami regionu, kraju, miejsca, z którego się wywodzi? Kiedy pytamy o kobietę polityka, wygląda to trochę lepiej, ponieważ nasza grupa społeczna nie ima się, nie podejmuje się niegodnej działalności, nie podejmuje działań, które nie cieszą polskiego społeczeństwa. Dlaczego musimy to czynić? Dlatego, że rzeczywiście jesteśmy niedoreprezentowane nie tylko w Polsce, ale również w Unii Europejskiej. To jest walka, która trwa od kilkudziesięciu lat, choćby w Szwecji. Ładnie zostało powiedziane, że jest to deficyt demokratyczny, nie ma kobiet. Dlaczego tak długo trwa ta walka? Dlatego że tak długo trzeba przełamywać stereotypy. One mimo wszystko w dalszym ciągu funkcjonują i są utrwalane czy uzewnętrzniane przez uznawane wartości kulturowe w naszym społeczeństwie, przez media, a także przez religię. Chciałabym powiedzieć, że kraje protestanckie uporały się z tym wcześniej. Mam na myśli nasze koleżanki ze Skandynawii, ze Szwecji. Jest pewien aspekt, który wiąże się również z religią.
Czy jest możliwe wreszcie wprowadzenie parytetu? Jest absolutnie możliwe, bo upoważnia nas do tego konstytucja, upoważniają nas do tego określone artykuły, upoważnia nas czas, w jakim się znaleźliśmy. Jakie mogą być przeszkody? W tym miejscu apeluję do szefów partii politycznych. Kobiety nie są niczemu winne. Tak jak powiedziałam, kobiety są świetne, ale o wejściu do partii politycznej decydują szefowie partii politycznej. Ja nie znam partii politycznej, gdzie prym wiodą kobiety. Tego niestety nam brakuje.
Znawcy problemu mówią też tak: wyborcy nie mają pojęcia, co dzieje się wtedy, kiedy układa się listy wyborcze. Oni chcą głosować. Znawcy problemu nazywają sprawy związane z wyborami, rolą partii politycznej i miejscem partii politycznej, że to jest tajemniczy ogród nominacji. Proszę sobie przypomnieć, co dzieje się w tygodniach czy miesiącach przed wyborami, jak wszyscy się układają, jak każdy walczy o to pierwsze, drugie, a może i ostatnie miejsce. Gdzie wtedy są kobiety? Jak one potrafią dotrzeć do swoich szefów i rzeczywiście ich przekonać? Jest to bardzo trudne, jest to prawie, że nieosiągalne. A więc w tym zakresie powiedziałabym, że patrząc na ostatnie wyniki wyborów - apeluję do partii politycznej...
Chcę państwa przekonać, bo przecież chodzi nam o to, żeby na listach i były kobiety, i byli mężczyźni. Wybory 2007 r. Do Sejmu startowało 6187 osób, w tym 1428 kobiet, tj. 23,08%. Proszę zobaczyć: 23,08%, a mandaty zdobyło 20% kobiet. A więc gdyby na tych listach znalazło się więcej kobiet, to przecież w tym Sejmie byłoby nas dużo więcej.
W Senacie to samo. A więc kobiety mają szansę przebrnięcia wtedy, kiedy rzeczywiście na tej liście będzie więcej kobiet. Takie są ostatnie wyniki wyborów.
Koło SDPL popiera projekt ustawy.
